środa, 26 lipca 2017

Jako ze ostatnimi czasy mój stan zdrowia nie pozwala mi dosłownie na nic ...
Będzie mnie tu mniej .

Inaczej.

Będę tu zawsze jednak w formie muzyki czy cytatu, wiersza który na danąchwilę gra mi w sercu .

Podjęłam "prawdziwe" i " dorosłe " leczenie .
Jestem więc biedniejsza o kilka ładnych stow a to dopiero dwa tygodnie .
Każdy skrupulatnie odkladany grosz idziena leczenie .
Jestem bogatsza o kilka krótkich pobytów w szpitalu o kilka życiowych historii .

Kiedyś wspominałam o meduzie w głowie , i o tym że kobiety mają w mózgu specjalna sakiewke o nazwie "emocje " . Chyba mi ta sakiewka za dużo urosła ;)

Dalej jestem szalencem zamkniętym w ciele chorego człowieka .
Nadal się na to nie godze.
Nadal się nie poddam choć na ta cheile wypicie przecieru warzywnego jest wyczynem .
Wyjście na chwilę na miasto jest wyczynem .
Pierwszy raz w życiu czuję się naprawdę chora . I jeszcze raz powtarzam nie godze się na to .
Nie ja.  Nie teraz . Nie w ten sposób .

Dużo śpię . Czerpie siłę z przyjaciół .
Kiedy ja nie mam siły dawać oni dają mi .
Od tak bo tak .
A ja biorę.
Bo wiem że ta siła ich wiara kiedy ja zwatpie ich odwagą kiedy ja stchorze.
Jest moja droga ewakuacyjna ze stanu który jest teraz .
Potwory dzielnie dają radę .
Towarzyszą . Podają wodę . Koc.  Umieją udzielić pierwszej pomocy . Zadzwonić na pogotowie . Potrafią zareagować.
Wstawić pranie czy upiec chleb w maszynie .
Wszystkiego ich uczyłam kiedy było dobrze .
A najważniejsze że nauczyłam ich miłości . Empatii . Pomagania . Sanodzuekbosci .

Kiedy jest dobrze oglądamy filmy , cxytamy książki, a Młody zasypia ostatni .
Gasi światła . Zamyka okno .
W nocy czuwa .
Martwię się o niego .
Nigdy nie chciałam żeby dorósł za szybko .

No ... to chyba na tyle .
Byłam . Jestem i będę .
Może tylko troszkę mniej .
Moc z Wami .
I kurwa ze mną :)

“Brak mi chyba kogoś, kto zaspany wyjdzie z łóżka poszukać mnie, znajdzie tu, na werandzie i powie zgorszony: “Gdzie łazisz? W całym łóżku Cię nie ma! Nie mogę bez Ciebie spać!”

—  Małgorzata Kalicińska



wtorek, 18 lipca 2017

Mimo, że jestem kobietą, sama nie rozumiem innych kobiet.
Na wieczorze panieńskim wszystko ma się kojarzyć z penisem. Tort w kształcie penisa, słomki w kształcie penisa, ciastka w kształcie penisa. Na prezenty sztuczne dilda i wibratory.
A po ślubie to po ciemku i pod kołdrą, raz na miesiąc. Broń Boże, żeby zabawek użyć.
Natomiast panów rozumiem lepiej.
Widział ktoś sztuczną waginę na wieczorze kawalerskim? Nie, ponieważ tam są tylko prawdziwe.


niedziela, 16 lipca 2017

Zostawiam innym przekonanie, że są najlepsi. Sobie pozostawiam pewność, że w życiu można się zawsze zmienić na lepsze.

Marilyn Monroe

środa, 12 lipca 2017

..............

Rudzik ostatnio tworzy notki.
Eru w komentarzach, w trochę niesubtelny sposób wyrażał swoje zadziwienie.
Ja jako kobieta, mimo tego że nawet nie rozmawiałyśmy na ten temat, wiedziałam, że te ‘’inne’’ pisanie, to zasługa mężczyzny.

Tym oto różnimy się od mężczyzn.
 Choć nie od wszystkich a i owszem.
Mamy ten tak zwany 6 zmysł.
 Niewyobrażalną wrażliwość, empatię, myślimy też szeroko.

Mężczyzni raczej konkretnie i zadaniowo.
Tak więc wiedziałam, że ta pisaninia, nieco inna, jest spowodowana mężczyzną, czy też uczuciem do mężczyzny, zauroczeniem, zakochaniem, zafascynowaniem, podziwem, ciekawością- naprawdę niech każdy nazywa to jak sobię życzy.

Taka właśnie rola mężczyzny.
Taka jego zaleta, taka jego cecha przewspaniała, że przy mężczyźnie, tym właściwym, tym prawdziwym, możesz być po prostu…. kobietą.

Nawet jeśli na co dzień jesteś wojownikiem, nawet jeśli na co dzień nie jesteś grzeczną dziewczynką, nawet jeśli na co dzień musisz robić setki rzeczy, które pozornie nie należą do kobiecych, nawet jeśli w związku z brakiem faceta w domu, musisz zaznajomić się z obsługą wiertarki, wkrętarki, i może nawet z czasem zaczniesz to lubić.

Prawdziwemu mężczyźnie dasz się sobą zaopiekować, bo taka jego rola.
 To powinna być jego cecha priorytetowa.
Bo nie wygląd, nie jego masa, nie jego kasa, nie jego praca, nie jego gadzety świadczą o jego męskości.
Mężczyzna powinien potrafić się kobietą zaopiekować.
Troska, zainteresowanie, słuchanie, zabieganie, czułość.
Dopiero pózniej są takie rzeczy jak umiejętność dania komuś w pysk, czy troska o zadbanie o potrzeby materialne.

Mężczyzna to oparcie, to fundament, to siła.
I na jego siłę składa się masa rzeczy drobnych, o dziwo przez wiele mężczyzn postrzegana jako niemęskie cechy charakteru, a one właśnie robią z niego mężczyznę.

Insza rzecz, że kobiety nie lubią pierdół.
Na zasadzie : Tego nie zrobie.. tego nie umiem.. tego mi się nie chce.. to nie moja sprawa.. rób co chcesz.. rób jak chcesz.. na tym się nie znam.. a w sumie to co ja mogę o tym wiedzieć…

Kobiety lubią mężczyzn zdecydowanych, umiejących myśleć, podejmować decyzję, takich co czasami biorą sprawy w swoje ręce, którzy WIEDZĄ , a nawet jak nie wiedzą, to improwizuja że wiedzą, bo dbają o spokój swojej kobiety.

Jak mi to moja Mama ostatnio powiedziała ( nie nie Rodzicielka, tylko Mama , wiem że to skomplikowane, ale kto ma wiedzieć ten wie )
Menstruacja Kobiety to też sprawa mężczyzny.
Tak mnie to zatrwożyło, że nie wiecie ile o tym myślałam, ależ to taka prawdziwa kwintesencja.
Więc Mama twierdziła, że to całe bagno zwane PMS potocznie, czyli to co z kobietą robi te rzeczy niestworzone, to też jest sprawa mężczyzny, obok.

I to jest sama prawda. Prawda wspaniała.

Kiedy zamieniasz się bowiem bez powodu w Zielonego Potwora, który chce, i nie chce, zjada i nie zjada, płacze i śmieje się na raz, to rolą Twojego mężczyzny jest być wtedy przy Tobie, nie chodzi mi o to, że ma siedzieć murem obok bo Ty masz okres. Nie ;)

Chodzi o to, że wtedy ma wykazać się empatią, rozumem, troską, dobrocią i po prostu być, biorąc poprawkę na Twoje chwilowe niezrównoważenie.

To też coś jak z ciążą. To nie tak że to tylko nasza sprawa, babska.
To nie tak, że : Sorry, ale ja się na tym nie znam, weż to przechodz, urodz, a pózniej się zobaczy.
Przecież to nie tak, to tak samo jego jak i jej, bez niego to by się nie wydarzyło, i jest w tym tak samo uczestniczący jak kobieta.
Pomijając poród, bo moje zdanie jest takie że tam faceta być nie powinno.
Po niektórych widowiskach, seks może umrzeć, a seks nie powinien umierać nigdy .


I tak też w całym życiu, powinien trwać, starać się rozumieć, być ciągle ciekawym i zaangażowanym, służyć pomocą, nie tylko w przykręceniu drzwiczek od szafki, ale w zwykłym: ‘’ chodz pogadamy’’

Jeśli znajdziesz mężczyzne, przy którym nie musisz nosić spodni, jesteś szczęściarą.

Bo czyż to nie o to chodzi ?
Przecież o to nam kobietom chodzi, szukamy mężczyzn, którzy się nami zaopiekują, zatroszczą się, otoczą silnym ramieniem, będą wsparciem i oparciem, będzie emanować z nich siła wynikająca z mądrości życiowej, a nie z kilogramów podniesionych na siłowni.

A mądry mężczyzna, da kobiecie być sobą.

Da jej przestrzeń do bycia Zosia Samosią jeśli tak lubi, da czuć się niezależną finansowo jeśli tak lubi i tak potrzebuje, da jej się wykazać na polu dbania o dom i o ich przyszłość.
Zawsze jednak będzie obok.
Pozostając zawsze silniejszy, zawsze czujny, zawsze gotowy, w razie gdyby jednak upadła, gdyby nie dała rady, gdyby trzeba było jej pomóc.

To samo zresztą w drugą stronę.
Od pewnych rzeczy w związku jest kobieta, tak jak mężczyzna powinien trwać, być, dawać oparcie, to samo powinien dostać w zamian.

 Zrozumienie.

Powinien czuć przy swojej kobiecie, że może wszystko.
Że może pozwolić sobie na słabości.
Na gorszy dzień, na strach, czasem nawet na łzy.
Mądra kobieta zrozumie, będzie plastrem na ranę, bedzie wsparciem, będzie ciepłem.

Jesteśmy stworzeni do tego, żeby się uzupełniać, na tym polega mądry związek, transakcja wiązana, dajesz, bierzesz, potrzebujesz- dostajesz, widzisz potrzebę oddajesz.
Na tym w ogóle wszystko powinno się opierać, każda relacja, tak partnerska jak przyjacielska, i wtedy jest zachowana równowaga.

Wracając do Rudzika, i tych wszystkich endorfin.
Wspaniałe prawda ?

Kiedy masz to w sobie, świat naprawdę wydaję się inny, problemy łatwiejsze do rozwiązania, przeszkody łatwiejsze do pokonania, ludzie wydaja się inni, a świat wydaję się nie taki straszny.
Jest inaczej, odważniej, lepiej, cieplej.
Zauroczenie, zafascynowanie, zakochanie, miłość.
To potrafi człowieka zbudować, odbudować, to naprawdę uczucie tak magiczne, że potrafi wiele.

Żeby nie było za pięknie, ma też tragiczną moc sprawczą kiedy się kończy, bo nie każde trwa wiecznie.
Kiedy się kończy, pustka jest ogromna, możesz czuć się zraniona, niechciana, nieszczęśliwa.
Może i pewnie będzie boleć okropnie.
Jednak jak to powtarzam wielokrotnie, nie ma nieomylnych ludzi, czasami po prostu możemy nie trafiać tam i jak trzeba.

Nie po to jest nas tyle na świecie, żebyśmy nie próbowali.

I kolejna rzecz która kobiety różni od mężczyzn.
Mężczyzni to posiadacze.
Oni lubią mieć, lubią posiadać. Samochód, fajne narzędzia, i nie lubią się dzielić.
Lubią być pierwszą miłością, lubią być pierwszymi w łóżku, ogólnie lubią być pierwszymi.
Kobiety mają do tego inne podejście.
One rozumieją że wcześniej była Jola , Kasia i Asia, ale ostatecznie wybrał mnie.
To ja jestem ostatnia, i ostatecznym rachunku najlepsza.

Kobiety lubią być ostatnimi miłościami.
Mężczyzni Nie lubią dzielić się swoimi zabawkami, i w ich mniemaniu, nawet nie chcą próbować się dzielić czy porównać, bo boją się że wypadną gorzej, dlatego od razu chcą mieć to co najlepsze.
Kobiety zaś, mają do siebie to że porównują się nieustannie, do tej, do tej do owamtej, nie mają tez problemu żeby zdjąć z siebie sukienkę i dać ją przymierzyć przyjaciółce, właśnie po to żeby się upewnić że dajmy na to wygląda się lepiej.

Kobiety tak niestety mają, większość tak ma, są nienasycone. 
Facet pójdzie kupi i ma.
A kobieta pójdzie kupi, ma, a pózniej zobaczy coś ładniejszgo i robi to samo. Od nowa.

Facet wypatrzy znajdzie, zdobędzie kobiete i wydaj mu się, że już ma, że to już koniec.
A kobieta chce być zdobywana wciąż od nowa.

Dla faceta logicznym jest że skoro jestem z Tobą to mi się podobasz. I to jest fakt ustalony i przypieczętowany.
A dla kobiety już to tak bardzo logiczne nie jest, stąd te pytania : Nadal Ci się podobam ? Wciąż mnie kochasz ?

Facet idzie do sklepu i kupuje buty.
Kobieta idzie do sklepu kupuje buty, może jakąś torbę, a najlepiej jeszcze kawalek sukienki, bo myśli na zapas.

Wieloma rzeczami się różnimy.
My , kobiety i meżczyzni.
Dobrze że się różnimy, na tym to ma przecież polegać. Na kontrastach, na różnicach.

Można mieć wrażenie, że zaciera się to wszystko, że róznic jest coraz mniej, że coraz bardziej stajemy się do siebie podobni, że czasy takie, że okoliczności czasem zmuszają nas do tego że adoptujemy sobie cechy od płci przeciwnej.
Myślę, że połowa to gra. Niestety to gra, obawa przed tym, że kiedy będziemy sobą to nie będziemy zaakceptowani.
Że okazując słabości, pokazując punkty w które można do nas strzelać atakując , że obnażając przed kimś nasze tajemnice, nasze skryte pragnienia spotkamy się z niezrozumieniem, i brakiem akceptacji właśnie.

Dlatego wkładamy na siebie obce skóry.
 I myślimy że wtedy będzie łatwiej.

Po tym poznaje się chyba prawdziwe uczucie.
Mamy pewność że możemy powiedzieć wszystko.
Zrobić najgłupsze rzeczy bez obawy narażenia się na śmieszność.
Możemy czuć się słabi.
Możemy liczyć, że ktoś te słabości wezmie.
Mozemy być sobą.


Byłam dziś u lekarza.
Ręce i nogi mi opadaja na niektóre sprawy.
Dostałam służbową serię pytań, i od razu ozdrowiałam.
Od razu było mi lepiej. 
Jak stamtąd wyszłam od razu szkoda mi było tej kobiety, pomyślałam że jak całe życie otaczają ją samobójcy i psychiczni, to musi być z nią na prawde żle.
- Jak często myśli Pani o samobójstwie ?- pyta
- Nie myślę, mam problemy ze snem.
- Nie ?
- Nie.
- A o śmierci ? –
- Pewnie tyle co i Pani .
- Ja nie myślę.
- O to dziwne, nie myśli Pani że kiedyś walnie Pani w ramy?
- W ten sposób tak.
- No to i ja w taki sam sposób.
- Samookaleczenia ?
- Nie, mam problemy z zasypianiem i koszmarami.
- A tatuaże ? To forma wołania o pomoc.
- Ja pierdole, serio ?
- Oczywiście, ma Pani skłonności do agresji.
- Ja? Nie mam. Nie mogę spać i jestem tym wykończona.
- Szybko się Pani denerwuję, dlatego pytam.
- To, że szybko się denerwuje nie znaczy że jestem agresywna.
- Śmiem twierdzić że jest inaczej.
- Pani Doktor to że się denerwuje podczas rozmowy z Panią bo nie możemy dojść do porozumienia nie znaczy że mam ochotę rzucić w Panią krzesłem a pózniej wyskoczyć przez okno.
- A ma Pani taką ochotę ?
- Tak bardzo wręcz nie mogę się opanować.
- Przepiszę leki. Powstrzyma napady agresji, wyciszy, powstrzyma stany depresyjne, wyciszy myśli samobójcze, zobaczy Pani będzie lepiej.
- Aha. Super, a można mieszać z alkoholem i narkotykami ?

Pani mina bezcenna.

Receptę wyrzuciłam do kosza, zostanę przy swoich ziołowych do ssania.
Musiałabym chyba szukać sto lat, jak mojej Pani psor, żeby móc zaufać jakiemuś weterynarzowi.
W 10 minut, z moich problemów ze snem, zrobiła ze mnie agresywną morderczynie z myślami samobójczymi.
Cierpię niesamowicie.
Dusza mi się rozrywa na części pierwsze.
Taki niemy krzyk, który nie może się wydobyć.
Zrozumienie, troska, wsparcie.
To mi jest potrzebne.
A rzeczywistość nie pozwala być słabym, nie pozwala płakać kiedy masz na to ochotę, nie pozwala się skarżyć.

Właśnie z tym się spotykam w codzienności.
-Tobie ? Tobie coś jest ? Ale co się dzieje ?- jak powiedzieć, jak wytłumaczyć, kiedy prawda jest okropna.
-O schudłaś ! Znów ćwiczysz ?
- A u mnie to blaaaablaa bla.. – i nie ma czasu na moje smutki.
Wszystko więc wkładam do skrzynki. 
Mojej.

Chciałabym w odpowiednim momencie ją komuś oddać i powiedzieć : Masz, i weź to wypierdol.


wtorek, 11 lipca 2017

Sokół i Marysia Starosta - W dół brzuchem





Kiedy naśmiewasz się ze śmierci, kiedy drwisz, kiedy igrasz z Nią, kiedy jej pragniesz - Ona nie przyjdzie.

Nie zabierze Cię.

Uderzy w to na czym zależy Ci najbardziej.

Po to żeby utrzeć Ci nos.

Pokazać swoją wyższość nad Tobą.


Widziałam śmierć.

Czułam sekunda po sekundzie.

Kilka godzin pózniej spotkałam Kobietę.

Babcie.  Babuleńke.

W obcym mieście na obcym moście. Nad obcą rzeką.

Wyglądała jak zjawisko.

Miała zwiewną suknię w kwiaty.

Paskiem podkreśloną talię.

Tak w środku bez zastanowienia poczułam że muszę jej powiedzieć, że jest piękna.

Wzieła mnie za ręke, przytuliła. 

Szepcze mi do ucha :

- Jesteś wspaniałym człowiekiem, a ja mam dziś urodziny, wiesz Dziecko ?

Asia mówi że to był Anioł.

Wierzę.

Chce wierzyć.


W nocy męczą mnie koszmary.

W dzień męczy mnie ból.


Nie czuć strachu.

Nie pożądać co cudze.

Kochać.

A światu nie kłaniać się już w ogóle.

sobota, 8 lipca 2017

 ...."Poznaje się tylko to, co się oswoi – powiedział lis. – Ludzie mają zbyt mało czasu, aby cokolwiek poznać. Kupują w sklepach rzeczy gotowe. A ponieważ nie ma magazynów z przyjaciółmi, więc ludzie nie mają przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!
- A jak się to robi? – spytał Mały Książę.
- Trzeba być bardzo cierpliwym. Na początku siądziesz w pewnej odległości ode mnie, ot tak, na trawie. Będę spoglądać na ciebie kątem oka, a ty nic nie powiesz. Mowa jest źródłem nieporozumień. Lecz każdego dnia będziesz mógł siadać trochę bliżej… "



środa, 5 lipca 2017

......

Robienie pierwszego kroku w ważnym dla nas kierunku przypomina pierwszy krok, gdy zbiega się ze stromej góry.
Albo się zabijesz, albo będzie fajnie.

Szczerze mówiąc .
Tak z czeluści serca z tych najgłębszych zakamarków . ..
Myślałam ze zrobimy to we dwoje .
Kimkolwiek jesteś.
Może za jakiś czas czytając to wszystko w łóżku , między kolejnym kawałkiem czekolady powiesz, ze kochasz moja odwagę ale już nigdy nie pozwolisz żebym walczyła sama.

Jedzenie w zamrażalniku.
Więcej upchnąć mogłam :)

poniedziałek, 3 lipca 2017

- Mamooo, mamoo widziałem na podwórku sąsiada !
-No i ?
-No i nic . Tak Ci mówię.
- Trzeba było mu powiedzieć "dzień dobry "
- Powiedziałem : " Siemanko"
- Tosiek!  Do sąsiada ? Siemanko ? Weź mnie nie dobijaj.
Jak Cię uczyłam ?
- Zawsze mówisz że mam być sobą .
A jaaaa..mówię. .. SIEMANKO !
Takiego mnie urodzilas takiego mnie masz .

niedziela, 2 lipca 2017

.....

Taki zlepek sytuacji z ostatniego czasu, kilka wydarzeń, kilka przypadków, i takie tam różne.
Może też trochę gwoli wyjaśnienia, bo raczej nie wszystko potrafię wyjaśnić w rozmowię, czy też pisaniu na jakimkolwiek komunikatorze.

Zresztą jak powtarzam po stokroć, od tego to miejsce jest.

Dni ostatnie deszczowe owocują tym, że coraz częściej posiadam w domu niezliczoną ilość dzieci.

Kiedy Potworzaste byli małymi chłopcami kolegów mieli wspólnych.
Teraz każdy ma swoją bandę, czy też do jakiejś przynależy.

Najspokojniejsza jest banda Filipińskiego, bowiem ogranicza się do osoby Małego Księcia, a ich aktywność polega na tym, że godzinami rysują Pokemony.
Nie wiem teraz czy bardziej niebezpieczna jest Banda Młodego, gdzie kilku wyrostków naparza w pady przed konsolą, a jeden z nich z wyjątkową bezpośrednią postawą daję mi do zrozumienia że jest zauroczony.
 Cholernie niezręczna sytuacja, czy też Banda Tosia składająca się z niego samego, drobnej postawy, z pyskatą buzią chłopca, z dziewczynki która waży chyba tyle co ja, i głos ma taki że obawiam się kiedy mówi dzień dobry, i z Małego Filipa który jest dzieckiem z nieograniczoną wyobrażnia.

Są takie dni że wszystkie bandy spotykają się razem, w moim domu, piekę wtedy babeczki, robię mini hot dogi, czy też cokolwiek innego co zaspokoi ich głodne rządze.

Nasz dom taki był, taki jest i pewnie długo taki będzie.
Nasz dom jest domem otwartym dla przyjaciół moich dzieci, czy też dla zwierząt które przynoszą do domu w celu wyleczenia.
Miałam w domu jak w Arce Noego, od ślimaków bez śluzu, po ptaki z uszkodzonym skrzydłem.
Czasem zdarza się tak, że zwierzę umiera i wtedy obowiązkiem naszym jest ogarnąć mu pochówek, jako że byliśmy ostatnim domem.

W naszym domu jest głośno, jest hucznie, jest śmiesznie, jest grożnie, jest płacząco, konfliktowo, jest miłość, miłość która się ulewa, przyjaźń, których ucze, i zasady które nie dość że chce wpoić Potworom to jeszcze chcąc nie chcąc Małolatom odwiedzającym.

Nasz dom jest takim domem, że żaden gość wracający po 8 godzinach z pracy, nie dałby rady podołać z tematem.
 Co innego kiedy takie rzeczy sa dla Ciebie rzeczywistością, co innego jak to bierzesz w pakiecie.

Jak podejmuje jakąkolwiek prace zawsze na początku sa dzieci.
Jak chce gdzieś wyjść zawsze na początku są dzieci.
Cokolwiek nie robię w życiu zawsze na początku są dzieci.
Zawsze.
Ja po prostu lubię być matką, lubię tą robote to zadanie, te uczucie, nie wiem jak to opisać.
Uwielbiam to, po każdym absolutnie względem.
I od początku biorę to na siebie łącznie z całym gównem, z całym syfem, i niedogodnościami.

 Ostatnio byłam u lekarza.
Nie lubię jeździć z kimś, nie lubię jeździć sama.
Nie wiem jak to wyjaśnić.
Królowa sprawdzała się w tej roli idealnie.
Jednak jej ostatnie wybory życiowe poskutkowały tym, że nie mogła być ze mną. 

Uprawiała w lesie dziki seks.
Seks ważna sprawa, więc w jakiś sposób rozumiem że wybrała to niż bandę zchorowańców.

Była na korytarzu sama, otoczona matkami z dzieckiem, otoczona parami, otoczona starszymi ludzmi w towarzystwie córek, sąsiadek, czy bliskich.
Może nie byłam sama jako jedyna, ale…
Czułam się najdziwniej, często mam tak że czuję się najdziwniej.

Patrzyłam na pary.
 Z zasady gadam mało, i nie mój charakter, żeby zagajać w kolejce rozmowy o tym gdzie dziś się zrobił pani skrzep i jakie Pani leki przyjmuje.
Wole obserwować, słuchać czy też nieładnie podsłuchiwać, wyobrażać sobie, patrzeć na ludzi jak na całe albumy wypełnione historią, bardzo to lubię. 

Dla mnie człowiek, to nie okładka bowiem, a zbiór. Doświadczeń, przeżyć , uczuć.
I zawsze mnie ciekawość zjada, jak oni na świat patrzą sercem.

Widziałam więc pary, i myślałam o ich historiach, o ich związkach, myślałam czy przeżyli razem chemię, czy może wcale nie muszą, myślałam jak jedzą razem śniadania, jak się kłócą, jak on krzyczy że ma już dość i trzaska drzwiami, albo jak ona karze mu wyjść z pokoju.

Myślałam jak po nieprzespanej nocy, mają szczęście obudzić się obok siebie, jak on może odsunąć z twarzy jej włosy, a ona może dotknąć jego ręki, myślę że doceniają to, myślę że doceniają każdą chwilę.
Takie mam przeczucie i bardzo bym chciała żeby tak było.
 Kiedy żyjesz w trójkącie, musisz to umieć.

Patrzyłam na nich, i czułam się … przerażająco samotna, sama do granic możliwości, to wstrętne uczucie.
Każdy potrzebuje samotności, ale kiedy samotność staję się stanem permanentnym – nie jest dobrze.

W życiu raczej nie zazdroszczę, nikomu niczego, ani dobrej kasy, ani fajnych ciuchów, ani ładnego domu, nie zazdroszczę nikomu faceta, przyjaźni, udanego życia, cieszę się że to jest, że ludzie mają  że potrafią, w przypadku tych par, które siedziały na korytarzu, to bardziej była tęsknota niż zazdrość.

Cieszyłam się, ze mają siebie w takich sytuacjach, ale przerażająco każdą komórką tęskniłam za tym, żeby też to mieć.

Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos znajomej Piguły.
- Pani P zapraszam.
- Idę, idę.
- Sama ?- zapytała.
- Sama. Poradzę sobie. – Odpowiedziałam uprzedzając jej kolejne pytania.

Czułam że wielu patrzy, czułam, i wiedziałam że patrzą, bo zawsze jak Piguła wyłazi ze skrytki, wszyscy patrzą.

A mnie w głowie huczało, pewne wypowiadane już jak mantra : Sama, poradzę sobie.
Nigdy nie wiem, ale jak przestanę w to wierzyć to co będzie?

Kroplówka się wlewała, myślałam o wszystkim i o niczym, myślałam co robi teraz Er, myślałam co robi Królowa, co robi Rudzik, co robi Niewidzialny , Megi, Izu nawet myślałam, myślałam o ludziach z przeszłości, którzy towarzyszyli mi czasem lata, zawsze miesiące, dla których zawsze byłam, bo zawsze miałam poczucie, że ludzie których dostajemy od losu, to prezenty, prezenty, które należy rozpakowywać powoli, albo zupełnie w odpowiednim momencie, całe na raz.

Kiedy już się zjawiają, uwielbiam poświęcać im czas, budować relacje w której wiedzą że mogą na mnie liczyć, to też swego rodzaju inwestycja, daję im to co kiedyś chciałabym dostać.
Myślałam o zarwanych na rozmowy nocach, o wypitym winie, czy przepłakanych godzinach, myślałam o tym że to dla mnie dużo, to doświadczenia, to nauka, to moje życie, bo to tak jest że tworzysz życie razem z ludzmi którzy Cię otaczają.

Myślałam o momentach, w jakich okolicznościach skończyły się te znajomości, myślałam o tym że kiedyś dla siebie tak ważni, że nadal pamiętam kiedy mają urodziny, i że naprawdę chciałabym od tak złożyć życzenia, nie wyrzucać tego wszystkiego do śmietnika, a coś mi jednak nie pozwala.

Nadal myślę o nich wszystkich jak o tych którzy mnie ukształtowali, w jakimś tam danym momencie życia, nawet Ci którzy zniknęli bez słowa, nawet Ci którzy skrzywdzili, coś mi dali, czegoś nauczyli.

W drodzę powrotnej odebrałam telefon.

Zadzwoniła.. koleżanka ? Teraz to już chyba nazwać ją mogę koleżanką, a nie przyjaciółką, swego czasu bowiem, nie miała najmniejszych skrupół by robić mi świnię za świnią, bez żadnych wyrzutów sumienia.
Odebrałam z ciekawości ?
 A może liczyłam na coś na zasadzie : Dotarło do mnie co zrobiłam, chce pogadać.

W słuchawce usłyszałam, jednak pytanie o jakiś roaming, a pózniej w drugim zdaniu od razu z grubej rury : Moja matka jest w śpiączce, umiera i płacz.

I moja reakcja była okropna, bo pierwsze co pomyślałam, to dlaczego dzwonisz z tym do mnie ?

Po dwóch latach w takiej podbramkowej życiowej sytuacji, wyciągasz telefon, i wykręcasz numer kogoś, kogo raniłaś jak chciałaś przez ładne kilka miesięcy. 

Myślałam sobie o odrzucanych połaczeniach, nieodpisanych wadomościach, i wielu innych, które mi dawała, wtedy kiedy chciałam porozmawiać.
Przykro mi było, raz że była kompletnie zrujnowana po wizycie, a dwa że spotkał mnie ten telefon, akurat tego dnia, tego dnia kiedy samotność i żal aż we mnie kipiał.

- Posłuchaj, wiem że Ci ciężko, jak będziesz potrzebowała, dzwoń nawet w nocy, odbiorę, przyjde, czy co tam potrzebujesz.

Wewnątrz trochę się ze sobą kłóciłam, bo zastanawiałam się czy ni powinnam powiedzieć tak jak ona kiedyś mi , po prostu : Spierdalaj.
Jednak po dłuższym przemyśleniu, uważam że powiedziałam jak czułam, bez analizy zysków i strat.
Odłożyłam telefon, założyłam słuchawki, i znów myślałam.

Przed kilkoma przystankami do domu, zadzwoniła Królowa.

- Wysiądz tu i tu, odbiorę Cię, pogadamy.
Byłam zmęczona, zła, zapłakana, ale zgodziłam się.
Wsiadłam do samochodu.
- Eeeeeeeeej, no Mała, no wiesz co ? Dwa tygodnie mnie nie widziałaś , ale entuzjazmu to nie widzę! Co Ci jest ?
- Życie mi jest. Opowiadaj.

W tym miejscu nie będzie już dialogu, bowiem kiedy Królowa opowiada, zahaczy o pół swojej rodziny, ¾ miasta w którym mieszkamy, i połowę okoliczności pochodnych zanim dojdzie do sedna.
Kończy monolog i mówi patrz , pokazując zdjęcie.

- Słuchaj, wkurwia mnie to, naprawdę, wkurwia mnie to że zanim poznam Twojego gaha zawsze widzę jego fiuta. Wiesz jak ja się pózniej czuje?
Podaje gościowi ręke, i widzę jego fiuta, to dramat jest, żeby on chociaż wiedział o tym, że ja to widziałam, to może byłoby zabawnie.
Póżniej gość znika, pojawia się następny a ja mam w głowie katalog fiutów. To jest straszne, nie rób tego.
- Dobraaa ! Nie będę. Słuchaj Mała, dostałam propozycję, taką myślę nie do odrzucenia.
- To znaczy ?
- No domyśl się.- mówi to z uśmiechem pod nosem
- Nie ! Nie mów mi że się zgodzisz ? Zgodzisz się ? Stara nie rób tego.
- No chyba właśnie się zgodziłam.
- Ja pierdole .
- No nie ja pierdole, lepiej być kurwą za darmo czy za pieniądze? To o czym chciałaś mi opowiedzieć ? Mów ! Bo tylko gadam i gadam, a teraz Ty.
- Nie no wiesz, w dobie tego co słyszę teraz, moje plany sa mało wyuzdane i za mało perwersyjne, żebys chciała słuchać. Też mam penisa w zanadrzu , nawet zgodę na pokazywanie koleżankom dostałam, to może zaczniemy rozmawiać tylko tak, co ?
- Mała, przestań, opowiadaj o tych planach.
- Chciałam wykorzystać stroje i jechać do Hospicjum, i chciałam żebyś mnie tam zawiozła.
- I Ty mówisz że to ja jestem pojebana ? Tu to trzeba dopiero powiedzieć soczyste ja pierdole .
Mała ! Skończ z tym, wszyscy Cię dymają matko Tereso, co z tego masz ? No pytam się co z tego masz ? Tyle razy Ci tłumaczę, tyle Ci mówię, dbaj o swoja dupę, bo jak sama tego nie zrobisz nikt tego za Ciebie nie zrobi !
- Nie było tematu, nie musisz mnie zawozić.
- Zawioze, wiesz że Cię zawiozę. Chodz pojedziemy na kawę .

Wchodzimy na stację, obsługa znana, nawet dobrze znana.
Jeden jest gejem, znaczy nigdy tego nie powiedział, jest gejem nie jawnym , ale wszyscy podejrzewają że nim jest, a ja z moim wyczuciem, jestem wręcz pewna.
Podchodzi.

- Pójdziemy na tą kawe ? Pisałem do Ciebie ?
- Jak nie odpisałam, to znaczy że przemyślę. Zresztą ja naprawdę nie mam czasu.
- To może teraz ?
- Teraz to ja mam ochotę na piwo.
- To ja kawę a Ty piwo i wyjdziemy na zewnatrz.
- Ta ? A można tak w pracy ?- Pytam i patrzę na szefa w nadziei że zaprzeczy, ale nie zaprzeczył, tylko kiwnął głową z aprobatą.
Wyszliśmy na zewnątrz i pytam.
- Ty , po co Ci ta kawa ze mną jak oboje wiemy jak to z Tobą jest , przecież Ty nie biegasz za dziewczynkami.
- Tak… chce pogadać, chodz tam jest łazienka, wytłumaczę Ci.
- Mów , tłumacz, wiesz mam kiepski dzień dziś, ale mów, może lżej Ci będzie.

Rozmawiał ze mną niedługo, ale szczerze.
 Szczerze, bo emocje miał wszedzie, w spoconych dłoniach, w oczach, i tak bardzo wiedziałam ż mówi prawdę.
To nie była długa rozmowa, zdarzyłam spalić fajkę, i wypić może pół piwa.
Wyszliśmy z tej pakamery, udając się po Królową, która była w środku, i gadała sobie w najlepsze, szłam pierwsza, szedł za mną, jak się okazało ostentacyjnie zapinając rozporek.

W sekunde zrozumiałam, na pewno zbladłam, na pewno zrobiłam idiotyczną minę, a już na pewno nie miałam zielonego pojęcia co powiedzieć.
Zmiotło mnie totalnie.
Klepali się po ramieniu, coś tam się podśmiewywali, Królowa, stała zdezorientowana nie mniej niż ja.
Wychodząc usłyszałam, jak przez mgłę, że to się nie liczy, bo dziwki, nie da się zaliczyć.

Usiadłam na krawężniku, i świat mi zaczął wirować, ze złości, z tego że zle się czułam, i z całego tego syfu, który spadł na mnie w dzień jeden.

Długo płakałam po powrocie do domu, długo kamuflowałam w sobie to co czułam.

Pózniej w miarę upływu dni, zaczęłam sobie układać w całość, że jeden dzień uświadomił mi i trochę zobrazował jak wygląda moje życie.

Wczoraj oglądałam bardzo ciekawy film, jeden z ulubionych, jeden z takich co wiele wnoszą, co uruchamiają wyobraznię czy myślenie, gdzie połowę trzeba sobie dopowiedzieć żeby zrozumieć.
I tam jest taka scena, że gdyby nie wydarzyło się dziś to .. to .. i to .. po kolei, to nie było by pózniej tego czy tamtego w następstwie tych wydarzeń.

Bardzo ciekawa scena, i o dziwo zawsze kiedy jestem na spacerze, spotykam rozgałęzienie dróg, to sobie tą scene przypominam.
I wiem, że jeżeli pójdę w prawo, to spotka mnie zupełnie coś innego niżeli poszłabym w lewo.
To taki przykład na to, że mogłam nie odebrać tego telefonu od koleżanki, mogłam nie umówić się z Królową, i może wtedy miałabym tyle wrażeń mniej na swoim koncie.

Nie powiem też żeby te wydarzenia nie zmusiły mnie do pewnych przemyśleń.
Że teraz mimo swego cnotliwego wręcz trybu życia, spotykają mnie takie sytuacje.
Że kiedyś w ramach wielkiej nienawiści do mężczyzn, zakładałam bieliznę do pary, oni biedni myśleli że upolowali, sami bedąc zwierzyną.
Że od dłuższego czasu, chciałam czuć, odczuwać i przeżywać, doświadczać, głową nie ciałem, przy czym luzno mogę podsumować, że potrafię nadszarpnąć grafik, tylko afiszując się z golizną.
To już sprawdzone. Niezmiennie chujowe uczucie kiedy zwracasz uwagę tylko ciałem, a nie swoja głową.
Co do tych telefonów i całej reszty, myślę, że ja po prostu ludzi do tego przyzwyczaiłam, że zawsze jestem, że jestem dobrym powiernikiem i dobrym przyjacielem, może czuli się w życiu przy mnie bezpiecznie, więc nie mają obaw czy oporów zadzwonić po dwóch latach i zwierzyć się.

Dostałam też wiadomość od gejowskiego Armando, pod tytułem, przepraszam, podłożyłem Cię, wiem że zrozumiesz.

Pewnie kurwa, przecież ja wszystko rozumiem, cały świat rozumiem, tylko świat nie rozumie mnie.
Stąd moja trochę izolacja, piszę to do przyjaciół mających kontakt ze mną o tak o.
Siedzę sobie trochę ze swoją tęsknotą.
Za nieco innym światem, za światem w którym ważne sa moje wartości, za ludzmi, którzy rozumieją, i dostrzegają, że oddaję im siebie, bo tak czuję bo taka jestem, bo tak potrzebuje.
Za kimś kogo zauroczy moja głowa, i będzie o nią zabiegał równie mocno, jak o to żeby włożyć mi ręke za majtki.

I mimo wszystko to naprawdę, nie tak że poczułam się dziwką, i mnie to tak załatwiło.
Nie.
Słyszałam w życiu gorsze określenia.

Bardziej chodzi mi o ludzi, o wiarę w nich, o nadzieje które w nich pokładam i że to się tak wszystko pięknie koncertowo pierdoli.



Jako ze ostatnimi czasy mój stan zdrowia nie pozwala mi dosłownie na nic ... Będzie mnie tu mniej . Inaczej. Będę tu zawsze jednak w fo...