niedziela, 24 grudnia 2017









Udało się .
Zrobili to.
Zrobili to ludzie którym się chciało .
Znajomi . Nieznajomi. I moi serdeczni przyjaciele .
Połowa sukcesu za nami .
Połowa przed nami .
Czekamy na resztę obdarowanych Dzieci.
Na zdjęciach moi podopieczni z grupy Streetworkerow
Oraz Chłopcy z Ośrodka .
Taka ogromna kulę wzruszenia która stoi mi w gardle mam do dziś .
Nie wiem co mówić , nie wiem co pisać .

To co przeżyliśmy podczas tych obu Wigilii to emocje których się nie zapomina .
Okrzyki . Radość . Rozdzielanie paczek które były tak sumiennie pakowane .
Piski.  Pytania do Mikołaja .
Szczypta radości w codziennym życiu .

To właśnie o to chodzi .
To trzeba sobie dawać .
Nie ograniczać się w tym .
Dawać od siebie ludziom to co się ma najlepsze . Nie zawsze można być . Nie zawsze można wspierać . Radość i szczęście trzeba przemycać w każdej możliwej postaci .

Za chwilę zaczynamy Nowy Rok .
Nie będzie postanowień bo .. to można robić codzień.  Nie trzeba Sylwestra żeby zacząć się zmieniać.  Można zacząć od dziś , albo od jutra od godziny 11. Każdy moment jest dobry żeby robić coś ze swoim życiem .

Ja zaczynam pełną parą w fundacji.
Mam pomysł na piękny kalendarz .
I zrobię go.  Zrealizuje kolejne marzenie .
I zrobię to tak że przy okazji pomogę innym. .
Martwią mnie spojrzenia Prezesa .
Martwią mnie jego wiadomości które sa ewidentnie elementem jakiejś gry .
Jeszcze nie wiem jakiej .
Martwię się o siebie sama. Czasami mam wrażenie że przyciagam kłopoty .
Skomplikowane sytuacje .
Mężczyzn którzy potrzebują odmiany w życiu .
Nie chce być czyjąś odmianą.  Atrakcją na jakiś czas , nie chce mężczyzn naprawiać i pokazywać im jak można inaczej .

Chce być czyjaś.  Chce żeby ktoś był mój .
Nie chce być chwilowym pośrednikiem w drodze do szczęścia. 
Chce leżeć na mokrej trawie i patrzeć w niebo .

Spacerować nocą .

Przytulać się do czyichś pleców .

Czuć oddech , bicie serca .

Chce być wsparciem .

I chce być priorytetem.
Chce żeby Ktoś chciał .
Uczył mnie brać .
Nie chce być .. chwilą. 

A wszystko w moim życiu ostatnio się do tego sprowadza . Jestem czyjąś chwilą .
Na jakiś czas .

Potwory świętująod tygodnia albo i lepiej .
Szkolne Wigilie . Wigilie Fundscyjne.
Wigilia w domu .
To rozbrykane , rozmieszczone i wykochane Potwory.
Jestem z nich bardzo dumna .
Które dzieci miały by w domu magazyn prezentów i słodyczy i potrafiłby się powstrzymać . Przed aferą zazdrości ze to nie ich prezenty .
Przed pozarciem w ukryciu połowy czekolad .
No które?  
A oni ? Oni pomagają . Pakują ze mną.
Liczą czekolady owijaja wstążka .
Od zawsze uczestniczą w moich wariactwach .

Życzę Wam wszystkim spokojnych świąt .

Smok .

piątek, 8 grudnia 2017

Zawsze ... czy też od zawsze noszę w sobie myśl że to czym karmisz świat i ludzi .. prędzej czy później do Ciebie wróci .

Wielu w to nie wierzy .
Inni pukaja się w głowę.
Jeszcze od innych słyszę że jestem naiwna .
Daje się wykorzystywać .

Nevermind.
Mam to w dupie.
Robię swoje .
Często gęsto drogowskazem jest serce nie rozum .

Wczoraj miałam iść na rozmowę o wolontariat . Sprawa tyczyla się wolontariatu w fundacji zajmującej się szeroko pojętym "wszystkim " i "każdym ".

Jestem słaba w te klocki .
Tak uważam .
Nie mam w sobie czaru,  bajeryi całej tej reszty która pozwala mi dobrze wypaść.
Myślę ze ludzie uważają mnie za dziwaka , ponuraka , i kogoś z kim ciężko złapać kontakt . Inna sprawa ze nie szukam kontaktu z ludźmi . Nie jest mi to potrzebne . Nauczyłam się ze o ludzi nie powinno się zabiegać . Powinno się za to cholernie dbać o tych którzy sa bezwarunkowo sa.
Bez zasad , wymagań , i innych .

Po godzinie rozmowy z prezesem czułam niedosyt . Mogłabym go słuchać w nieskończoność .
Mamy wspólne marzenia .
Wspólne wizje .
I chyba ta sama cechę ze natłok pomysłów jak można pomagać nie mieści się mam w głowie .
Powiedział że nie wyobraża sobie ze mpgloby mnie nie być w jego drużynie .
Dostałam pracę .
Marzenie się spełniło .
Przyszło od tak .
Tak mnie pokierowalo życie .
Będę robić wszystko co do tej pory tylko oficjalnie za plecami z fundacją w tle a nie samozwanczo jak życiowy gladiator .

Choć prezes powiedział że właśnie to było moja rozmowa kwalifikacyjna .
Nadal nie mogę w to uwierzyć .
Niechże mnie ktoś uszczypnie.

No i mam w weekend koło siebie Mała .
Moja miłość 💚
 Aż nie wierzę że az tyle dobrego mogę dostać naraz.


poniedziałek, 4 grudnia 2017

Poprzednia notka wzbudziła dużo emocji.
To normalne .
To zdrowy objaw . Objaw zmartwienia i troski .
Nie ukrywam jednak ze czytając komentarze miałam mieszane uczucia .
Trochę takie jakgdybym siedziała z założonymi rękoma.
Trochę tak jakbym nic nie zrobiła .
Trochę tak jakbym cokolwiek nie zrobiłazrobiła źle bo sytuacja nadal się powtarza .

Przypomiala mi sie sytuacja kiedy jakiś czas temu .. właśnie w takiej sytuacji , właśnie w tej sprawie zglosilam ta sprawę do kuratora.
Pani słuchała mnie uważnie .
Pytała o szczegóły .
Wzywala mnie jeszcze kilkukrotnie.
Ciągle pytała . Rozwazala. Gdybala.
Stawialam się na każde jej wezwanie .
Z wielką nadzieją ze moje szukanie pomocy wreszcie znajdzie jakiś pozytywny finał .

Kilka tygodni po tych rozmowach dostałam wezwanie na rozprawę sądową.  Przedmiotem miało być ograniczenie mi władzy rodzicielskiej .

Myślałam ze to sen.
Myślałam że to żart .
Później zrozumiałam że to nie sen nie żart a koszmar . Koszmar który się się dopiero zaczął .
Zglosilam się do kurator na której wniosek miała się odbyć rozprawa .
Tej samej która tak mnie uważnie słuchała kilka tygodni wcześniej .
Uznała mnie za nieudolna wychowawczo .
Uznała że potrzebuje nadzoru który będzie kontrolował moją opiekę nad dziećmi .

Nie mogłam w to uwierzyć .
Przez trzy miesiące niewiarygodnie schudłam , meczyla mnie depresja , nie wiedziałam co mam ze sobą począć .

Czułam żal . Złość . I niezrozumienie .
Nikt nie zajął się moim problemem , a tylko problemów dołożył .

Przez trzy miesiące zbierałam dokumenty .
Opinie . Zewsząd . Chcąc się jak najlepiej przygotować do rozprawy .
Dopiero na niej .
Sedzina która mnie wysłuchała , ze szczegółami , chwilę po wyroku dodała że ktoś mnie bardzo skrzywdził .
Naraził na stres .
Nie pomógł .
Pokierowal się intuicja i empatia a urzędnicza rutyna .

Chwilę później przypominają mi się doskonale znane sytuacje przemocy domowej w małżeństwie .
Nie raz nie dwa o tym pisałam.
Procedury są okropne .
Prawo jest pod tym względem fatalne .
Ofiarą przemocy zgłasza sprawę na policję  składa obszerne zeznania a później wraca do domu . Do kata i do oprawcy .
Mało tego .
Później on dowiaduje się o tym ze toczy się wobec niego postępowanie .
I jeśli ofiarą ... ona .. Nie ma gdzie pójść . Nie ma gdzie uciec.. Nie ma się gdzie podziac. .
To nadal mieszka z oprawca.
Rok .
Dwa.. więcej ..
Domyśleć się można jak wygląda jej życie .
Koszmar .
Czasami rezygnuje .
Wycofuje zeznania .
Bo przestaje wierzyć w to że ktokolwiek jej pomoże ...

Ta ostatnia notka pisana trochę z bezsilności właśnie.
Z bezsilności. .. W związku z systemem .
Ludźmi . Sytuacja .
Było mi beznadziejnie przykro .
Stąd ta notka .

Cieszę się ze jesteście.
Ze się martwcie.
Ze doradzacie .
Wiem ze to z troski .
Normalne otoczenie tak reaguje .
Troszczy się nie dając przyzwolenia na takie zachowanie.
To rozwiązanie mojej sytuacji .
Nie na już .
Nie proste .
Nie łatwe.
I nie wiem nawet czy się uda .

Ostatnio jestem mocno poddenerwowana.
Masa sytuacji się na to składa .
Problemy bliskich mi osób .
Niezrozumienie wielu sytuacji .
Natłok spraw związanych z akcjami na święta .

Jednak nie wyobrażam sobie , że tylko slstefi ze mam własne problemy miałabym to wszystko zostawić . Rzucić . Powiedzieć wszystkim : A teraz adios bo muszę zająć się sobą .
Nie umiem tak .
Zdrowy egoizm to jednak nie egoizm .
Nie jestem egoistka.
Nie potrafię .
Zaczęłam coś . Zobowiazalam się i to dokończę .
To moje życie .
Pomaganie.  Od lat. Nie wyobrażam sobie inaczej .
Pół życia to robię.
 Pół życia też przepraszam ludzi .
Przeważnie wyciągam pierwszą rękę na zgodę .
Taki mam charakter .
Wiem że czasem nie łatwy . Potrafię się czepiać,  zloscic,  potrafię być niemiła .
Jednak zawsze później mexza mnie wyrzuty sumienia.
Zawsze później zazwyczaj pierwsza przepraszam nawet jeśli nie do końca to moja wina .
Taki niedopracowany system z dzieciństwa.
Ciągle z wyrzutami sumienia.
Ciągle mimo starania nie było tak jak trzeba.
Zostało mi to do dziś .
Pracuje nad tym .
Choć życie mi tego nie ułatwia .

Ludzie którzy uczą asertywności ,mówią o niej , sami na nią nie pozwalają .
To nie tak powinno wyglądać .

W codzienności staram się ogarniać .
Życie. Siebie . Potwory . Królowa . Akcje .

Nie jest łatwo. Nie jest lekko .
Jednak ciągle zajęcie się czymś nie pozwala na to ze moje życie trwa w zawieszeniu .
Nie pozwala na to żeby się pograzac w złych myślach.

Czekam na Małą . Niedługo znów spędzimy razem weekend .
Nie mogę się doczekać kiedy znów będziemy spędzać wieczory na nic nierobieniu .
Rozmawiać o księciu z bajki ..
Marzyć .. gdybac ..

Jestem silną .
Jestem wojownikiem .
Nieudacznym czasem ale jednak .
Jestem marzycielka.
Mimo że życie mnie czasem torturuje nie przestaje wierzyć .


Zawsze jest ten jeden, nieoceniony mężczyzna do którego będziesz tęsknić całe życie.

Zawsze jest ten jeden, który nie umiał cię pokochać, lub nie chciał, lub nie miał czasu, mieszkał kilkaset kilometrów od twojego czwartego piętra. Który nie chciał, żebyś kupowała bilet w jedną stronę i nie chciał ci pokazać ulubionego miejsca z dzieciństwa.

Zawsze jest ten jeden, który na jedno skinienie mógłby cię mieć. Z innymi chłopcami nieźle się bawiłaś. Wodziłaś na pokuszenie, odwoływałaś randki piętnaście minut przed, bo tak. Bo ci się odechciało. W nich ci przeszkadza to, że nie mają metr dziewięćdziesiąt czy więcej, że nie rozumieją żartów, ironii.

Zawsze jest ten jeden, przy którym chciałaś być. Dla którego mogłabyś rzucić wszystko. Przeprowadzić się, wprowadzić, rozważyć karierę gospodyni domowej, zaplanować imię dziecka czy noc z pokerem i whisky. Chciałaś kupować wtedy bilety do kina, na samolot, do teatru, na koncert. Bilet do szczęścia, w jedną stronę.

Zawsze jest ten jeden, który nie pokochał ciebie tak, jak ty jego.

Zawsze jest ten jeden, który będzie. Wszyscy inni się zmienią, a to wciąż on będzie adresatem każdego najpiękniejszego marzenia. Każda spadająca gwiazda będzie miała jego imię, każda rozmowa z nim, najkrótsza wymiana zdań będzie dawała morze nadziei. Każdą przyjaciółkę okłamiesz, że nic do niego nie czujesz, że to historia.

Zawsze jest ten jeden, który będzie czuł się gorszy. Bo on będzie wiedział, on będzie czuł, że ktoś kiedyś był ważniejszy. Trudno jest sprostać takim oczekiwaniom, być klinem.

Zawsze jest ten jeden, którego w rozmowach nazywać będziesz miłością życia. Niespełnioną rzecz jasna, co tylko dodaje dramaturgii całej sytuacji.

Dla niego zrobiłabyś bardzo dużo, o ile nie wszystko.




sobota, 2 grudnia 2017

Nie zasluzylam na to .
Niczym .
Nikt nie zasługuje na coś takiego .
Choćby najgorszy wróg .

Wróciłam do domu z torbami w rękach .
Odruchowo pukajac butem .
Dwie ręce zajęte . W mieszkaniu Młody .
Zatem chciałam żeby mi otworzył .

Od progu wiedziałam że coś jest nie tak .
Porozrzucane ubrania .
Rzeczy z pudełek na podłodze .
Przechodzę dalej ale serce mam w gardle .
Pytam Młodego co tu się stało.
Kiwa głową na ich pokój .

Przechodzę dalej zostawiam torby w kuchni .
Na łóżku siedzi on . Nosorożec . Z plikiem kartek w ręce .
Wiem co jest na tych kartkach .

Najczulsze słowa .
Najskrytsze pragnienia .
Najgorszy wstyd .
Wspomnienia zaslyszanego głosu.
Wspomnienia rozmów .
Obietnic .
Miłych chwil .
Dużo wyjaśnień . Dlaczego nie mogę .. Dlaczego to się nie uda , dlaczego nie powinnam .
Listy pisane od serca .
Listy które zawierały wszystko .
Były tak przesaczone pragnieniem o innym życiu . Lepszym życiu .

Przez ułamek sekundy przemknelo mi że mogłam je wysłać .
Taki jest zawsze pierwotny plan .
Później jednak zawsze myślę że to dla niego za dużo . Składam na cztery i wkładam do pudełka .
I tak kilka razy w miesiącu .
Wtedy kiedy mi ciężko . Źle . Nie tak .
Siadam i pisze . Do niego .
Bo był taki czas że miałam tylko jego .
Jego który rozumiał .

Teraz Nosorożec.  Siedzi z tym plikem w ręku.  W oczach ma obłęd . Czuję alkohol .
Czuję nienawiść .
Syczy przez zęby. . Cedzi najgorsze przekleństwa .
-Kto to jest ?

Ciężko mi oddychać . Wiem że cokolwiek nie powiem będzie zła odpowiedzią .
W środku czuję bunt i złość .
Nie muszę mu się przecież tłumaczyć .
Nic nie muszę .
Jakim prawem .
Nie jestem jego własnością .
Gdzieśprzez ułamki sekundy swita mi w głowie żeby mu wszystko wykrzyczeć .
Wygarnac. Rzucać w niego tym co dostaje .
Przekleństwem. Złością.  Nienawiścią .

Do głowy dochodzi rozsądek .
Nie rób tego .
Nie wygrasz a on się nie przestraszy.

Łzy leciały same . Bezwladnie .
Dolna warga zdradzala strach .
Instynktownie jak przy starciu z dzikim zwierzęciem napotkanym na drodze .
Krok do tyłu.
Ucieczka . To jedyne rozsądne wyjście .

On nadal krzyczy .
Nadal ściska plik kartek . Machajac nim na wszystkie strony .

W głowie znów mam to co chce powiedzieć .
Nie muszę Ci się tłumaczyć . Nie jestem twoja własnością .
Kolejny krok do tyłu.
Próbuje wyciągnąć z kieszeni telefon .
Widzi to. Wstaje.  Podchodzi .
- To teraz poczytamy co tu masz .
Próbuje odblokować .
Nie może .
Ciska nim w drugi kąt mieszkania .
Jeden raz .
Zaslaniam twarz ręką.
Następny .
Kolejny .
Przestaje liczyć .
Boli . Boli okropnie .
Obrywam za marzenia .
Za coś co się pojawiło .
Za uczucia .
Za pragnienia .
Za kawałek mojego życia .

Na co mi wzniosłe przemówienia teraz.
Co z tego całego dobra którym jestem .
Co z moich dobrych intencji wobec świata i ludzi .
Co z moją duszą która i tak jest zbyt emocjonalna zbyt inna zbyt chora by istnieć w tym świecie.

Co z tym wszystkim .
Kiedy rzeczywistość mnie dopada w najmniej oczekiwanym momencie .
Wszystko zostaje zdeptane .
Zniszczone .
Zmiazdzone.
Zostaje tylko ból .

Kazalam iść Młodemu do babci .
Do chłopców ...
Zaciagnelam zasłony .
Zapalilam świeczki.
Zanuzylam się w ciepłej wodzie .
Wszystko mnie bolało .
Najbardziej dusza.

Zwymiotowalam.
Raz, drugi i kolejny .
Zawsze się tak dzieje kiedy czuję się brudna .
Nie powinnam przecież .
Nie jestem winna.
Nie jestem jego własnością .

Owinelam mokre ciało szlafrokiem.
Weszłam do pokoju chłopców .
Zebralam wszystkie kartki .
Usiadłam koło kominka .
Czytałam .
Płakałam .
I wszystkie spalilam.
Wyjęłam kalendarze.
Skoroszyty.
Pozostałe listy których nie znalazł .
Spalilam wszystko .
Pół mojego życia .

Wytarlam wszystkie ślady w kuchni .
Usiadłam na blacie .
Śnieg padał .
Taki piękny . Duże płatki . Spokojnie i wolno przykrywaly szara ziemię.

Długo myślałam .
Kortez w słuchawkach nieco uspokajal.
Jak bardzo dziwne jest moje życie .
Jak bardzo zagmatwane .
Jak momentami mocno go nienawidzę .

Myślę co dalej .
Dziwne bo wczoraj właśnie rozmawiałam z z Królową . Mówiłam jej że tak nie chce .
Ze tak nie mogę dłużej .
Bez celu . Planu.  Miłości . Z dnia na dzień .
Mówiłam to też Oli.
Jakgdybym czula ze wydarzy się coś złego .

Królowa rzuciła swoją złotą radą pod tytułem : Nie pierdol.
Gdzie przyjęłam ja owszem może jako radę właśnie żebym przestała wymyślać .
Szukać problemów tam gdzie ich nie ma .

Po wszystkim. . Kiedy jeszcze płakałam .. zadzwoniłam do niej .
Wydukalam z siebie ...
-Przyjedź proszę .
Nie przyjechała . Mówiąc że nie chce dolewać oliwy do ognia .

Czy było mi przykro ?
Tak było .
Bo ja jestem zawsze .
Nawet gdy jej mąż biega z wiatrówka po podwórku kiedy ona się wyprowadzala.
Chciałam tylko pogadać .
Albo pomilczec.

Rozumiem ja też jednak .
Nie wiem co mi strzelilo do głowy kiedy ja oto prosiłam . Zawsze staram się ludzi chronić przed takimi rzeczami .

Dziś czuję się słaba .
Słaba po prostu .
To tak trochę jakbym widziała jak napadajastaruszka.
Banda zborów .
Jak bym się z tym nie godzila.
A nie podeszła . Nie mogła zrobić nic wiedząc że nie dam rady .

czwartek, 30 listopada 2017

Jakiś czas temu robiłam remont w Pokoju Potworów .
Remont to za duże słowo.  Po prostu pomalowalam im ściany .
Jedna w konkretnym celu farba tablicowa .
Farbę ta uważam za genialny wynalazek .

Jeśli masz dzieci . Jeśli masz trzech synów. Jeśli jesteś w moim położeniu masz kilka opcji na remont takiego pokoju .
Możesz go wyłożyć blacha , albo użyć tablicowki.
Choć czuję ze za kilka lat blacha będzie nieunikniona .
Któregoś kolejnego razu z rzędu kiedy to wyszło Szanowne Państwo do szkoły , wlazlam ze świeżo zaparzona kawa do ich pokoju .
Wlazlam to też za dużo powiedziane

Stanelam po prostu w progu.
Ujrzałam dziesiątki par skarpet , koszulki .. rękawiczki .. rękawice do piłki,  piłki,  deskorolki , setki klocków , dziesiątki długopisów , papierki , i dziesiątki innych pierdoletow włącznie z nieposcielonym łóżkiem .
Nie mam wtedy instynktu.
Nie ma we mnie miłości.
Żadnych uczuć.
Mam wizje okrutne .

Próbowałam już setki razy po prostu tego nie dotykać .
W nadziei ze im zbrzydnie .
Ze dojdą do tego sami.
Może wtedy gdy zgubia ulubiona koszulkę
Kiedy zabraknie skarpet.
Kiedy się potkna o coś i rozwala nos.
Kiedy zapomną zeszytu i dostaną pale

No ni chuja .
Nie działa .
Nie podzialalo.

Posprzatalam .
Tak, tak wiem.
Jestem mieczakiem .

Po czym kredą napisałam na ścianie :
Jak będziecie dorośli to będę przychodzić do Was na obiady . Mówić że mi nie smakuje . Kupować sobie ciastka i zrec je na dywanie .

Wchodzę za kilka dni a tam pod spodem dopiski .
-Nie powiem Ci gdzie mieszkam .
-Nie kupię dywanu
-A ja się nigdy od Ciebie nie wyprowadze

Taki mój los .
Tak mnie załatwili .
Chyba muszę przemyśleć jakiś plan ewaluacji z tego domu .
I Bruno.
Bruno też przeciwko mnie .
Bruno który nauczył się siadać na dupie i robi to jak kretyn za każdym razem kiedy tylko na niego spojrze .
Wyobraźcie sobie .
Wolacie psa. Azor ! A on zamiast biec i merdac ogonem - kic na dupe.

Mój dom przypomina już magazyn .
To chyba tradycja.
Wisze na telefonie.
Doradzam . Konsultuje . Gledze.  Wyladowuje nerwy .
Przychodzą paczki.  Większość z allegro .
I ja jak ten elf siedzę i pakuje je kiedy tylko mogę .
Papier.. kokardą .. taśma .. opis ..
Nie jestem w tym dobra .
Nie mam zdolności manualnych .
I choć nie robię na odpierdol wychodzi jak zawsze .
Mam tylko nadzieję ze dzieciaki w ferworze emocji będą szybko rozdzierac paczki.
I nie zauważa drobnych niedociągnięć.

Przecież w efekcie końcowym chodzi o ich uśmiech . Radość . I okrzyk woooow !
Nikt nie będzie sprawdzał czy papier jest symetrycznie złożony .

W codzienności.. Nie mogę się przyzwyczaić do tak krótkich dni .
W efekcie kiedy od 16 już jest ciemno zasypiam koło 21 , nie mogąc zdzierzyc już tej ciemności .
Kładę się ciemno .
Wstaje ciemno .
Trochę pozyje ciemno .
Nie przepadam za zima .
Choć miewa swój urok .
Na przykład dziś kiedy było autentycznie ciepło i pada i śnieg .
Taka zimę lubię .
Taka akceptuję .
Taka może być .
Niech zostanie taka do świąt a później niwxg spada .

Poza tym .. dzielnie chodzę na terapię .
Dzielnie się nie odzywam za wiele tylko słucham .
Dzielnie staram się wyciągać wnioski .
Boli .
Cholernie boli kiedy we mnie grzebią .
Czasami czuję się jakbym rozpadala się na miliony kawałków .
Często gęsto mam tak że kiedy cierpi moja dusza boli mnie też ciało .
Jakgdyby ból szukał cielesności .
Czasami ból jest tak wielki że jedyne co jestem w stanie z siebie wydukac to ..
Opowiedz mi coś ...
Opowiedz mi coś . Zabierz ode mnie myśli .
Zabierz ból . Zabierz wszystko co mi nie potrzebne .
Tak po prostu . Bez tłumaczeń .
Weź domysl się i zrób coś .
Cokolwiek .
To przynosi ulgę .
Czasem na chwilę .
Czasem na dłużej .

To że ktoś teraz . Właśnie w tym momencie kiedy jest tak piekielnie źle , poświęca swój czas i jest .

niedziela, 26 listopada 2017

Taki typ ze mnie ....
Taki typ wariatki...
Romantyczki która uparcie wierzy w księcia z bajki , który pojawi się znikąd i uratuje mnie z tej plonacej wierzy w której siedzę .
Szukam ciepła .
Czuję się niedoprzytulana .
W świecie który uważam za dziwny , ciężko mi się odnaleźć .
Dlatego tworzę sobie własny świat .
Mój . Taki który mi odpowiada .
Taki w którym jest pełno miłości , dobrych emocji . Pomagania.  Wrażliwości na drugiego człowieka.
Coraz bardziej stronie od złych emocji .
Od bałaganu we mnie w środku . Od bałaganu w mojej duszy .

Staram się wszystko rozumieć .
Układać puzzle nie według doradców a wedle tego co czuję .
Co mówi mi serce .
Nie ma schematów na życie
Gotowych scenariuszy .
Złotych rad.
Każdy z nas musi się po swojemu pierdolnać. Zaliczyć upadek . Dostać policzek . Dostać od losu prezent i rzucić go w kąt.  Później żałować.  Przeplakac swoje . Może zrozumieć a może brnąć dalej zła droga i być nieszczęśliwym .

Z Jaśminem widziałam się dwa razy .
Rzecz jasna nie spotyka się to z pochlebstwem  ze strony osób które o tym wiedzą .
Uważają że oszukuje sama siebie i na pewno to wszystko przez to że kiedyś zostałam w życiu slrzywdzona i taki tam zwykły seks to chwilowe zagluszenie jakiejś tam potrzeby .
Pewnie tak jest .
Pewnie jest w tym trochę prawdy .

Rozmawiałam z Jasminem.
Mówię mu wprost :
Słuchaj mam trójkę dzieci .
W sumie trochę choruje .
Mam mnóstwo komplikacji w życiu .
Trudnych  sytuacji .
Generalnie moje życie naprawdę nie jest do końca normalne .
Jestem wrażliwą , emocjonalna .
Raczej w życiu nie skupiam się na sobie a na innych .
Potrafię dokonać rzeczy niemożliwych a nie potrafię walczyć o siebie .
Możesz mnie związać .
Przytrzymując możesz nawet zostawić ślad który dostrzege na drugi dzień .
Nie będzie bolało .
Za to będę płakać tydzień kiedy nie dostrzezesz moich myśli . Moich potrzeb . Moich emocji i zranisz mnie słowem .

Wiecie co mi powiedział ?
Ze musiałabym trafić na wariata .
Na prawdziwego mężczyznę .
Ze musiałby się zakochać do szaleństwa .
I musiałby być lekko niespelna rozumu żeby wziąć to na barki .

To plusy takiej relacji .
Szanujemy się . Powiedział mi prawdę .
Prawdę która znam . Od dawna . Od zawsze .

Siedząc tyłem na łóżku usmiechnelam się tylko pod nosem .
W gardle miałam jakby zyletki .
Goła stopa rysowalam coś na podłodze .
Coś co pozwoliło mi skupić uwagę na wszystkim byle by się nie poplakac.

- To źle że powiedziałem co myślę ?
- Nie. Dobrze . Cenie to .
A teraz odwiez mnie do domu.
Nie upiekę Ci ciasta .
Nie będę patrzeć jak śpisz.
Nie będę się przytulać ani szukać dołka na Twojej szyi.
- Wiem .

Szanuję go.  Lubię nawet.
Jednak to nie on .
Zasłonięte oczy pozwalają puścić wodze fantazji . Wyobrazeniom.  Być gdzie indziej . Może z kim innym .
Nie umiem tego wytłumaczyć .
Nawet nie wiem czy chce to tłumaczyć.
Sobie.. czy innym .

Najgorsza jest chyba świadomość że czuję ze nie tak to powinno wyglądać .
Z drugiej jednak strony nie wyobrażam sobie siebie .. na kawie .. z poukladanym studentem ostatniego roku .
Może Er ma rację .
Może Jaśmin ma rację .
Ze ludzie powinni się dobierać wedle podobieństw .
Statusów materialnych .
Poglądów.
Wartości .

Co mam powiedzieć takiemu studentowi ?
- Słuchaj fajny jesteś ale życie mi nie pyklo ?
No nie wiem . Naprawdę nie wiem .

Braki są .
Co dzień .
Codzień są i Co dzień je odczuwam mocno .
W sklepie na zakupach ... w urzędach .. na spacerze ... wieczorem kiedy piję herbatę .. nocą kiedy budzi mnie jakiś koszmar .. czy kiedy siedzę w kilkugodzinnej kolejce .
Czuję nicość .
Czuję ze jestem niczyja .
Czuję samotność .
Czuję smutek .

Od tygodnia zalatwilam sprawy związane z Bistro.
Papiery mnie zabijają .
Urzędy też zresztą .
Oczywiście chwalę się tym wszem i wobec ludziom dookoła .
I mam trochę jak w tej reklamie kiedy gość malował na bloku wielkie wyjdź za mnie i opowiadał jakie ma wsparcie :)
Mam tak samo .
Słyszę :
Zwariowalas.
Nie uda się .
Wpadniesz w dlugi .
Nawet nie zaczynaj.
Żebyś później nie plakala.
Marzycielka.

Tak wiem . Knajpa to koszmar na początku .
To pozbawienie życia prywatnego .
Tam się wchodzi pierwszym wychodzi ostatnim .
Nie masz na nic Czasu .
Nie wiesz gdzie masz włożyć ręce .
Dla zachęty przeczytałam poradnik .
10 POWIDOW DLA KTÓRYCH NIE WARYO ZAKŁADAĆ KNAJPY .

Dwa razy podczas lektury się poplakalam .
Nie wiem czy się poddam .
Nie wiem czy zrezygnuje .

Wizja szyldu : Ukradli widelce
I marzenie o możliwości wykupienia 'zawieszonych " zup czy cieplej kawy dla potrzebujących .. Wizja marzenia z pierdolnieciem .. To wszystko we mnie kwitnie .. od lat .
Narazie przeszkodą numer jeden jest dwóch poręczycieli potrzebnych przy dofinansowaniu z Urzędu Pracy .
Pewnie na tym polega połowa starających się .
Bo jak oto zapytać ?
- cześć słuchaj chce założyć knajpe.
Potrzebuję poręczenia ze jeśli mój inters nie utrzyma się rok , to będę musiała zwracać 25 tysięcy .
Jeśli ja tego nie zrobię obowiązek spadnie na Ciebie .
Kto o zdrowych zmysłach się zgodzi ;)))



niedziela, 19 listopada 2017

Uwielbiam czarno białe zdjęcia.
Gdybym mogła, zrobiłabym sobie na ścianie całą galerie czarno białych zdjęć.
Gdybym miała odpowiedni sprzęt, żadna sesja nie byłaby pozowana.
Póki ktoś nie przegoniłby mnie ze stacji metra, robiłabym zdjęcia ludziom idącym, bądz wracającym z pracy.

Takim z teczkami, takim z telefonami w ręku, takim zaspanym, z kubkiem kawy... takim co to dzwonią do żony, czy dziewczyny że właśnie wracają do domu, takim co gapią się przed siebie, myśląc dokąd wracają, że może wracają do nikąd.. 
Takie zdjęcia chciałabym robić.

Chciałabym też robić zdjęcia naturze. Naturze z bliska.
Naturze z bardzo bliska. Ryś by wiedział jak się nazywa ta technika, ja niestety nie wiem.
Uważam, że żeby być w czymś dobrym, nie zawsze trzeba wiedzieć, nie zawsze trzeba się znać, czasami potrzeba po prostu czuć.
Może to głupie, może nie profesjonalne, ale uważam, że w  niektórych zawodach/pasjach/zajęciach wystarczy serce.

Chciałabym robić zdjęcia staruszkom, takim co siedzą na ławce, albo razem robią zakupy w supermarkecie.
Chciałabym robić zdjęcia dzieciom, które się bawią, hasają gdzieś po placu zabaw, tak po prostu, bo wtedy są naturalne, wtedy nie udają, i zdjęcia są piękne.

W miarę możliwości robię takie zdjęcia.
Ale to jeszcze nie jest to ;)

Ostatnim czasem... jest mi cholernie ciężko.

W ramach przemeblowania w swoim życiu, Królowa opuściła swój dom rodzinny.
Zostawiła męża.
Rzeczy, które wkładała tam przez 10 lat trwania tego małżeństwa, wynosiła w eskorcie policji.
Przykre to.
Przykre jak kończy się miłość jak kończy się zaangażowanie, i jak dziesięć lat życia trzeba spakować w kartony.
Przykre kiedy to się po prostu w którymś momencie kończy.

Uważam jednak, że dobrze się stało.
Trzeba zamykać w swoim życiu rzeczy toksyczne.
Rzeczy które nas krzywdzą.
I ona zamknęła.

Przez tydzień zrobiłyśmy wszystko, zorganizowałyśmy mieszkanie, sprzatanie w nim, jakiekolwiek meble, transport do przewiezienia tych jakichkolwiek mebli.
Szczerze mówiąc to było straszne.
To było tak kurewsko męczące, że po tym tygodniu byłam wyjęta z butów.
Nie dość że przypomniała mi się własna wyprowadzka, to jeszcze bardzo martwiłam się czy sobie z tym wszystkim poradzimy.
czy Ona sobie poradzi.

Udało się w każdym razie. I teraz wszystko zależy od niej.

Na małą chwilę przestałam wierzyć.
Przestałam wierzyć w to, że można się komuś oddać, ofiarować, że wyjmujesz tyle samo ile włożysz ile dasz.
A może tak naprawdę nigdy w to nie wierzyłam i nie uwierze ?

Nie jestem drapieżną lwicą.
Nie jestem kobietą, która emanuje pewnością siebie.
Nie jestem z tych kobiet, które zakładają kuse sukienki, i poruszają się w nich jak najwyższej klasy Ferrari.
Nie jestem.

Unikam kontaktu wzrokowego.
Czasami w hwilach zakłopotania przygryzę dolną wargę.
W chwilach większego zakłopotania nie umiem skleić zdania, głos mi drży, nie wiem co zrobić z rękoma.

Na ciele mam gęsią skórkę, i jestem raczej bardzo wycofana.
Zawsze zachodzę w głowę, jak to się dzieje, że teoretycznie w różnych sferach życiowych potrafię dokonać niemożliwego, wejde oknem jeśli wyrzucają mnie drzwiami, z niczego potrafię zrobić coś, jestem upartym i zawziętym stworzeniem, przyjacielem staram się być fantastycznym, zabawnym, i lojalnym ponad wszystko, a w kontaktach z mężczyznami jestem gorzej jak spłoszona sarna.

Kiedy widzieliśmy się w sklepie, miałam wrażenie, że doskonale wie co mówi, sklejał zdania tak żeby było zabawnie, żeby było ciekawie, żeby było z podtekstem.
Mówił pewnie.
Świadomie.
Jak gdyby widział tą gęsią skórkę, a moje zakłopotanie sprawiało mu przyjemność.
Pewnie nawet tak było.
Zabawne, że próbując z nim rozmawiać, potrafiłam to wszystko sobie wyobrazić, a nie potrafiłam skleić zdania.
Właśnie tak mam. Analizuje wnetrze, zamiary, ruchy, nie skupiajac się na tym żeby coś sensownego z siebie wydusić.

Znalazł mnie na Facebooku tego samego wieczora.
Rozmawialiśmy już zupełnie inaczej, bo kiedy nie było go obok potrafiłam skleić zdanie jak trzeba nie wychodząc na totalną kretynke.

Pamiętałam ten cholerny piątek, kiedy to z bezsilności i z tęskonty za Owym człowiekiem, wydarzyła się rzecz która nie powinna wydarzyć się nigdy.
Zadziwiające jest co potrafi zrobić  z nami nasza psychika, i nasze życiowe doświadczenia.
Tak, tamtego wieczoru nie chciałam niczego innego jak być chcianą. Potrzebną. Niezbedną.
To chyba moje życiowe przekleństwo, że od dzieciaka tego nie czułam, i cięgnie się to za mną w nieskończoność.
Ta przeklęta relacja z moją matką, gdzie byłam dzieciak, którego nie powinno być, gdzie byłam dzieckiem tępionym, niechcianym, i wiecznie nie spełniającym odpowiednich kryteriów zapędziło mnie w życiowy kozi róg.

Nie potrafię istnieć od tak, bo tak, i nie potrafię sobie wytłumaczyć że jestem fantastyczna tylko dlatego że jestem. I chuj.
Według mojego mniemania, muszę to słyszeć często, muszę to słyszeć na rózne sposoby, muszę to odczuwać, muszę być o tym zapewniana, muszę mieć to mówione i wmówione aż w końcu w to uwierzę.
Inaczej, zawsze pytam.
- Czy jestem Ci potrzebna ?
- Czy nie przeszkadzam ?
- Czy oby na pewno wszystko ze mną ok ?

Z kilku rozmów z psychologiem wiem, że wypracowało się to u mnie w dzieciństwie, taki syndrom dziecka niedoprzytulanego - to ja to tak nazywam , nie psycholog.

Trudno się tego wyzbyć, trudno to ze sobą przepracować, choć i tak jest o niebo lepiej niż wtedy gdy byłąm pojebaną zbuntowaną nastolatką.

Lubię seks.
Nie jestem typem, puszczalskiej, która wyrywa na imprezie, na kusą kiecke, w nadziei że jak się z kimś prześpie, to od jutra zaczniemy jadać razem śniadania, i może za pół roku poznam jego rodziców i stworzymy razem, rodzinę.
Nie wyrywam nałogowo, na bezczelnego, nie łaszę się i na nic przede wszystkim nie liczę.

Niestety ale seks, jest dla mnie chwilową witaminą C 1000 , którą jest mi dane zażywać przy dobrych wiatrach przez godzinę.
Taką witaminą, która na chwilę pomaga mi zaspokoić swoje pragnienie bycia potrzebną, niezbędną.
Sprowadzam to teraz do bardzo prostackich pobudek, owszem mam tego świadomość.

Od pierwszych 10 minut mocno przytrzymywał mnie za nadgarstki.
Jeszcze mocniej przyciągał do siebie.
Gryzł każdy centymetr ciała.
Chciał.
Głośno to mówił.
Był głodny.
Ja też, co zostawiło ślady na jego ramionach i plecach.

Na tyle na ile to możliwe, w tym zwierzęcym akcie, wszystko na zasadach najwyższego szacunku do siebie.

Nie chciałam zostać, bo uważam że sen z kimś to jeden z najwyższych aktów zaufania, śpi się i budzi się koło kogoś nad ranem tylko wtedy kiedy się kocha.
Wtedy czeka na się na śniadanie, i figlarnie opuszcza wzrok, na myśl o tym co przed kilku godzinami się wydarzyło.
Wtedy idzie się razem pod prysznic, i można powtórzyć zabawę, bez końca.
Ma się świadomość że ten ktoś wie o Tobie wszystko, i chciał z Tobą w tym łóżku wylądować, wie się gdzie pracuje, i że wróci z tej pracy zmęczony, podaje się mu na obiad to co lubi, bo się to wie.
I siedzi się z nim w 5 godzinnej kolejce u lekarza, bo on tego chce, bo się na to zdecydował, bo o tym powiedział, bo wiedziałaś że chce.
Wtedy po wszystkim można zamknąć oczy i przytulić się do jego pleców.

W innym wypadku, nie oczekuje niczego, prócz bezpiecznego powrotu do domu, przy czym znów bardzo spłycam całą sytuację.
I znów mam tego świadomość.
Tak jest, owszem.. tylko że w takich sytuacjach, nie chce od niego nic więcej niż tego co biorę z tej sytuacji dla siebie.
Nie obchodzi mnie co jadł na śniadanie, jak się czuje i jak sobie radzi z życiem.
I jego też to nie obchodzi.
Nie chcę tego od niego.

Nie dopominam się o uwagę, czułe słowa, czy intensywność smsowania w ciągu dnia, nie chce oznak zainteresowania moim życiem.

Choć wiem jak to jest.
Chcieć wszystkiego.
I wiem jak to się kończy.










wtorek, 14 listopada 2017

Z Tobą od samego początku była burza. Ciągle intensywne emocje i nowe bodźce. Nie pozwalałes mi się nudzić. Było idealnie. W takiej burzy się zakochałam. I ta burza nie pozwala mi o Tobie zapomnieć. Teraz wszyscy mnie nudzą. On myśli, że mnie zdobędzie. On nie wie, że bez Ciebie nie ma mnie. On myśli, że zdobędzie mój świat. On nie wie, że Ty jesteś światem w którym żyje i w którym moje dni są spokojne, a noce przespane. On myśli, że zawładnął moimi myślami. On nie wie, że jesteś pierwsza i ostatnią myślą każdego dnia. On myśli, że gdy jest źle pragnę jego obecności. On nie wie, że jedyną ulgę przynosi mi myśl, że gdzieś tam jesteś. On się o mnie martwi. Ty wiedziałeś, ze nie lubie tego. I wiedziałeś, że jestem silna i to mi wystarczało. Brakuje mi Ciebie.

sobota, 4 listopada 2017

- Jesteś gejem?
-Rozbawiłaś mnie skąd to pytanie ?
- Hmm.. to chyba ta jaśminowa herbata zbila mnie z tropu .
- Nie lubię zapachowych herbat .
Wiedziałem po prostu , że będziemy jej długo szukać.


Udało się . Zrobili to. Zrobili to ludzie którym się chciało . Znajomi . Nieznajomi. I moi s...